niedziela, 2 listopada 2014

Rozdział 11



Ręka dzięki Kacprowi już mniej bolała. Po tygodniu opuchlizna zeszła. Kacper czuł się chyba winny całemu zdarzeniu, obchodził się co do mojej osoby bardzo delikatnie? Dziwne. On i poczucie winy. Dziś jedziemy do lunaparku, uwielbiam tam jeździć…
                                                                        

- Maniek czego chcesz - wysyczałam - miałam mieć dzisiaj wolne.
- Miałaś. Blondi zachorowała, musisz ją zastąpić.
- Będę coś z tego dodatkowego miała? – zapytałam uwodzicielsko, jak już pracować za kogoś to musi być z tego dodatkowy zarobek.
- Cwana jesteś... Masz szczęście, niewiele ma taki zgrabny tyłek jak ty, dlatego klięci cie kochają. Niech będzie dodatkowy jeden dzień wolny pasuje?
- Dwa. Niedługo mam bal więc potrzebuje wolnego na przygotowania – odpowiedziałam stanowczo.
- Niech będzie. Masz być za jakąś godzinę w klubie na próbie.
- Na razie – powiedziałam rozłączając się.
Jak mnie ten typ irytuje ani jednego dnia wolnego, zawsze coś. Trudno, przynajmniej dostane dwa dni wolnego są i tego plusy. Muszę teraz coś wymyślić, jak się stąd zmyć. Napisałam dyskretnie SMSa Maćkowi żeby mnie zawiózł. Nie lubił jak tam jeździłam , nie dziwię mu się ale z mojego powodu zgodził się mnie zawieść. Szybkim krokiem podeszłam w stronę przyjaciół.
-Wybaczcie, ale ja już muszę iść, mam coś ważnego do zrobienia.
-A nie możesz z nami zostać, chociaż na tą ostatnią atrakcję?- zapytała Mela.
- Nie. Przykro mi. Maciek, idziesz ze mną?- zwróciłam się w stronę chłopaka.

-Widocznie nie mam wyboru.- odparł chłopak, wiedząc w czym rzecz.

-Do jutra!- krzyknęłam odchodząc.

-Cześć!- krzyknęły moje przyjaciółki, machając mi.

Nie odzywając się do siebie ponuro ruszyliśmy w stronę samochodu. Swoją drogą uwielbiam ten samochód. Ma coś w sobie, miałam dziwne przeczucie, że wydarzy się coś złego.

- Coś nie tak? – zapytał Maciek.

- Wszystko w porządku nie przejmuj się mną.

Na tym skończyła się nasza krótka rozmowa. Wyczuł, że coś jest nie tak. Uliczkę od klubu zatrzymał samochód.

- Czemu się zatrzymałeś, jeszcze jedna uliczka.
- Powiedz co jest grane – powiedział podnosząc opuszczoną głowę.

- Wiedziałam że mnie rozgryziesz. Jest w porządku mam teraz gorsze dni.

-  Spójrz na mnie – powiedział trzymając już w swojej ręce mój podbródek – Wytłumacz mi  dlaczego
nie mogę w to uwierzyć.

- Przestań Maciek – powiedziałam zsuwając jego rękę z mojego podbródka – Muszę tylko odpocząć wszystko jest w porządku – powiedziałam zaciskając nasze  złączone dłonie.

Na szczęście ktoś zapukał do szyby, był to Maniek. Wskazał najpierw na zegarek, a poźniej żebym za nim szła.

- Muszę już iść- powiedziałam rozłączając nasze dłonie.

- Trzymaj się – powiedział bez żadnych emocji.

- Dłużej się nie dało – odparł wściekły Maniek.

-  Jak byś nie przeszkodził nap weno trwało by to dłużej.

- Nie pyskuj. Próba się zaczęła a ty nie gotowa.

Już mówiłam jak go nie cierpie! Na pewno. Irytujący człowiek. Dobra spokojnie Domi. Wdech, wydech tak jak ci radziła Melka. Po uspokojeniu udałam się w stronę przebieralni. Makijaż i przebranie zajęty mi dobrą godzinę. Było już późno pewnie dziewczyny z chłopakami udali się do akademika.

-Panie i, przede wszystkim, Panowie!- powiedział z głośników głos.- Zapraszam serdecznie na niezwykły, czarujący i seksowny występ naszej uroczej, Niesamowitej Dagmary!!!

Usłyszałam jak mnie wywołując. Wyszłam na scenę.  Zaczęłam tańczyć.  Uwielbiałam to robić. Na Sali było słychać oklaski i gwizdy. Gdzieś  w oddali mignęły mi dwie  znane osoby. Zaczęłam uważnie spoglądać w tamtym kierunku. To były dziewczyny!!! Na dodatek nie same. Muszę coś zrobić, nikt nie może mnie poznać. Uważnie się im przyglądałam. Myśl Domi myśl! Mam tatuaż. Zaczęłam delikatnie z siebie zrzucać skąpą pelerynę, tak żeby go było widać. Dziewczyny zaczęły wymieniać się  zdziwionymi spojrzeniami. Spojrzały ponownie w moją stronę. Poznały mnie, zapewne po oczach i ich wyrazie. Zaczęły szybko kąbinować jak wszystkich wyciągnąć z klubu. Przestraszona dostrzegłam Kacpra z przodu zastygłam na chwilę, szybko się jednak ogarnęłam żeby nie zauważyli co się dzieje. Kacper intensywnie mi się przyglądało chyba się mu spodobałam, w sęsie mój taniec. Z tego co widziałam trudno było go wyciągnąc z klubu, dzięki bogu się udało. Tylko jeden występ a mógł zmienić moje życie. Zaczełam się cicho śmiać, Gdyby Kacper dowiedział się kim była ta dziewczyna pewnie by go zamurowało. Może warto by było takie coś zobaczyć? Nie. Jeszcze nie teraz. Kierowałam się w stronę baru. 

- Witamy naszą gwiazdę – odpowiedział za barem mój znajomy Gary.

- Nie podlizuj się – odparłam – to co zawsze.

- Jeden Wściekły Pies dla pani.

- Dzięki – powiedziałam odbierając trunek. – Na razie Gary.

- Trzymaj się! – powiedział gdy odchodziłam.

Było już ciemno gdy wyszłam z klubu. Szłam przez miasto spokojnym krokiem. Wkładając ręce do kieszeni kurtki zdałam sobię sprawę, że nie jest ona moja. Ehh. Długa historia ale opoiwem ja w skrócie. Mianowicie dwa tygodnie temu był koncert, było zimno więc zaczęłam szukać kogoś kto ją miał. Najbli żej był Kacper więc o zapytałam. Tak mi się spodobała jego skóra, że od tamtej pory ją noszę non stop. Dziwne. Widział, że ją noszę a nic nie powiedział. Pomyślałam, że może nadszedł ten czas żeby mu ją oddać. Cięzko mi się z nią pożegnać ale nie jest moja. Stanęłam na środku chodnika. Odwróciłam się na pięcie i już szłam w kierunku domu Kacpra. Będąc już pod drzwiami jego domu uświadomiłam sobie, że jest późna godzina i pewnie śpi. Spojrzałam na wyświetlacz telefonu 3:00. Na pewno śpi . No cóż. Oddam mu jutro. Własnie miałam odchodzić gdy z domu wyszedł Kacper z demonem. To jego pies rasy Owczarek Francuski. Kocham tego psiaka. Gdy mnie zobaczył wyrwał się panu i zaczął biec w moją stronę. Powalił mnie z łatwością na ziemię. Często chodzimy z nim na spacery z chłopakami po próbach.

- Demon zejdź. Ja też się cieszę, że ciebie widzę ale mnie miarzdzyż. – pies jak na zawołanie ze mi=nie zszedł, nieprzestając jednak lizać  mojej twarzy.

- ja też cie kocham.

- Myślałem, że to mnie kochasz. – odezwał się rozbawiony Kacper, przypominając o swojej obecności.
- Pff.-  odparłam wstając i otrzepując się z piasku.

- Tak w ogóle to co ty tu robisz o tej godzinie – mówił zapinając jednocześnie Demonowi smycz.

- Wracałam z zakupów i uświadomiłam sobie, że dalej mam twoją kurtkę i ci jej nie oddałam. Trzymaj.

- Hahaha – zaśmiał się odsuwając moją rękę- zatrzymaj ją sobie wiem jak ci się podoba. Mam jeszcze jedna.

- Naprawdę? Dziękuję – rzuciłam się mu na szyje i go mocno przytuliłam.

- Dobra, dobra bez żadnych czułości. Przyjacielska przysługa.

- Powiedzmy.

Zaczęliśmy się oboje śmiać. Demon szczeknął przypominając Kacprowi o jego zadaniu.

- To skoro już tu jesteś to może pójdziesz się z nami przejść?

- Robie to dla Demona nie dla ciebie -  i zaczełam uciekać wraz z Demonem.

Ganialiśmy się tak z godzinę. Demon był szczęśliwy jak nigdy. Puściłam Demona żeby trochę sam pobiegał. Kacper dalej mnie gonił. Złapał mnie już miał mi na głowę wylać butelkę wody, gdy nagle… demon szczęsliwy wleciał nam pod nogi powodując nasz upadek. Kacper upadł na mnie przy okazji oblewając nas wodą. Patrzeliśmy sobie w oczy. Kacper był zadowolony całym obrotem sytłacjibo mnie oblał. W jego oczach dało się zauważyć tańczące ogniki radości. Zaczął się zbliżać. Pochylił się i mnie pocałował!!!! Zszokowana na początku nie wiedziałam co robić, po krótszej chwili się ogarnęłam i oddałam pocałunek. Całował tak namiętnie a zarazem delikatnie. Trzydzieści sekund w niebie. Nasz pocałunek przerwał jednak Demon rzucając się na nas, domagając się również pieszczot. Śmialiśmy się razem z Kacprem. Ponownie na siebie spojrzeliśmy. Na pewno nawzajem się zrozumieliśmy że to była głupia sytuacja nieznacząca dla nas nic. Jest już późno a ja od ponad doby na nogach pora się zbierać.

- Dzięki za świetną zabawe i świetny spacer – dodałam zwracając się również w stronę Demona.

- Chcesz iść taka mokra i brudna przez miasto?

- Tak! Do jutra! – krzyknęłam odchodząc powoli.

- Zaczekaj! Chodź do mnie prześpisz się. I tak teraz nie dorwiesz autobusu do siebie.

Miał rację.

- Masz rację. Zostanę u ciebie pod jednym warunkiem.

- Jakim? – zapytał czarująco chłopak.

- Demon śpi ze mną.

- Niech będzie.

- Demon chodź – wziełam psa i poszłam przodem. Głupia sytuacja. Przed chwilą się całowaliśmy niby to nic nie znaczyło ale ja mam teraz u niego zostać. Po jakimś czasie dołączył do mnie Kacper. Zaczęliśmy rozmawiać. Gdy weszliśmy do domu pies od razu powędrował w stronę kuchni szukając picia.

- Pewnie chcesz się wykapać. Trzymaj – powiedział podając mi swoją bluzkę i moje krótkie spodenki , które kiedyś u niego zostawiłam – ja coś zrobię do jedzenia.

Grzecznie podreptałam w stronę łazięki. Wzięłam szybki prysznic. Ubrałam ubrania, które chwilę wcześniej dał mi chłopak. Mokre włosy związałam w warkocza. Schodząc po schodach dało się wyczuć spalone jedzenie.

- Demon zjedź to – powiedział Kacper.

Pies wyraźnie wiedział, że to nie jest jadalne więc się odsunął.

- Przecież nie dam jest spalonego jedzenia – powiedział wyraźnie już zdenerwowany chłopak.

Trzeba wkroczyć do akcji.

- Może pomóc? – odparłam przyjaźnie wchodząc do kuchni.

- Próbowałem coś zrobić ale wiesz nie jestem najlepszym kucharzem…

- Spokojnie – otworzyłam lodówkę i zaczęłam z niej wyjmować produkty na naleśniki.

- Mogą być naleśniki?

- Przecież wiesz, że je lubie.

- Dlatego je robie. Sio mi z kuchni. Idź się lepiej wykąpać jesteś cały brudny.
- Może chcesz mi pomóc?

 - Ja mam co robić tu na dole!

- Twoja strata!!!- odparł już z łazienki.
Dalej wszytsko potoczyło się szybko. Usmarzyłam szybko naleśniki. Zjedliśmy je, trochę pogadaliśmy i postanowiliśmy isć spać.

- To ja śpie na dole z Demonem.

- O nie nie nie. Wiesz dobrze, ze Demon śpi na górze jak chcesz z nim spać musisz również spać ze mną – powiedział pewny siebie chłopak.

- No dobra ale demon po środku.

 - Boisz się, że coś ci zrobię.

- Nie , boje się że ja coś ci zrobię.

- Co ty mi możesz zrobić – dało się zauważyć, że rozbawiłam chłopaka.

- Strasznie się kręce w nocy.

- Cos na to poradzimy.

 I poszliśmy w kierunku sypialni.

Położyłam się z prawej strony łużka, Kacper zaraz Kołomnie a pies w nogach. Chłopka mnie do siebie przysunął.

- I to ma być ten środek, żebym się nie kręciła?

Chłopak nic nie powiedział tylko mocniej mnie przytulił. Chyba zaczynałam coś do niego czuć.  Nie wiem kiedy ale usnęłam…


                                                                      …

Rano gdy się obudziłam, Kacpra Kołomnie już nie było. Może gdzieś poszedł? Nie ważne powinnam się już zbierać umówiłam się przecież z dziewczynami na zakupy. Musimy kupić sobie stroje na Hallowen. Szybko ubrałam jakieś spodnie chłopaka i jego koszulkę. Po drodzę narzuciłam jego kurtkę którą dzień wcześniej mi podarował. Nie obrazi się, że ubrałam jego rzeczy często tak robię jak nocuje u chłopaków. Ubieram ich rzeczy, nie mają mi tego za złe. Gdy miałam już wychodzić na stole w salonie zauważyłam kartkę.

,, Poszedłem na próbę, nie chciałem cię budzić. Jak będziesz wychodzić zamknij dom, klucz jest pod wycieraczką tam też go poźniej zostaw.

                                                                  Kacper ”

Czyli poszedł rano na próbę. Dziwne o szóstej trzydzieści? Przecież chłopaki tak rano nie wstaną. Nie moja sprawa, pewnie po drodze miał coś jeszcze do załatwienia. Zamknęłam dom i zostawiłam klucze
Tak gdzie mi chłopak kazał. Sprawnym krokiem udałam się na przystanek autobusowy. Wsiadłam do autobusu i pojechałam Na miejsce spotkania z dziewczynami. Miałam jeszcze dobre trzydzieści minut do spotkania. Ustaliłyśmy że ja będę przebrana za krwawą Merry, dziewczyny stwierdziły że do mnie pasuje. Poczułam wibracje telefonu w kieszeni.

-Halo? – po drugiej stronie słuchawce usłyszałam Maćka.

 - Gdzie ty jesteś? – zapytał wyraźnie zdenerwowany.

- Aktualnie w centrum handlowym w naszej ulubionej kawiarni a co?

Rozłączył się. Co mu się stało? Dziwne. Po zjedzeniu kawałku ciasta i wypiciu kawy wyszłam powolnym krokiem w stronę wyjścia. Przed wejściem czekał na mnie Maciek. Podeszłam do niego.

-Cześć.

Zmierzwił mnie uważnie wzrokiem, po chwili jednak wracając do ,,trzerzwości”.


- Gdzie byłaś całą noc?

- Byłam u Kacpra.

- Dało się zauważyć, masz na sobie jego ubrania.

- Cos nie tak ?

- Nie nic. Muszę iść. Dziewczyny zaraz przyjdą – dodał i odszedł.

 Co mu się stało? Nie zdążyłam jednak długo nad tym myśleć bo w moim kierunku zaczęły iść dziewczyny…

                                                                               ..... 
Z góry dziękuje za przeczytanie, mam nadzieję, ze dotrwaliście do końca i rozdział się wam podobał.

                                                                                                                   Clara


3 komentarze:

  1. "(...) moje krótkie spodenki , które kiedyś u niego zostawiłam (...)" - dla takich jak ja ten tekst ma podwójne znaczenie XD
    Było kilka błędów, ale ogółem - świetny rozdział :)
    Bardzo mi się podoba przedstwienie sytuacji z klubu z punktu widzenia Domi. Ciekawe co powie Kacper, kiedy się dowie. Chciałabym to przeczytać :P
    No więc, wspaniały rozdział i czekam na więcej :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Masz rację Aga ten fragment "(...) moje krótkie spodenki , które kiedyś u niego zostawiłam (...)" dla takich to ma podwójne znaczenie. XD
    W końcu mogę jakiś nowy rozdział przeczytać przez tydzień nie miałam nic nowego, więc ten rozdział jest zbawieniem.
    Życzę wenki, pomysłów, chęci i czasu do pisania. :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdział super xd
    Nawet nie wiesz, jak mi się ryjek cieszył, kiedy nowy rozdziałek zobaczyłam xD
    Tak wgl. to jeśli potrzebujecie, to mogę wam oddać trochę weny. Mam jej za nadto, za to chęci całkowity brak -.-
    Jeszcze raz powtarzam, że rozdział zaje i weny, chęci i (oczywiście) czasu. Pozdrawiam <3

    OdpowiedzUsuń