środa, 10 grudnia 2014

rozdział 14

        Miarowe odgłosy mojego obcasa rozchodziły się po szarym korytarzu. Krzesła o tak późnej godzinie normalnie stały puste, a w salach panowała niczym nie zmącona cisza. Jednak wydarzenia wieczoru wprowadziły tu zmianę. Widok nieprzytomnej przyjaciółki leżącej w kałuży krwi, nie znikał z mojej pamięci. Miałam wrażenie, że to sen, zwykły koszmar, a jednak życie lubi robić niespodzianki. Niestety nie zawsze pomyślne...
        Domi leżała na sali operacyjnej już nie wiem jak długo, kiedy wyszła z niej starsza pielęgniarka.
- Co z nią? - zapytał z nadzieją brat Dominiki.
- Najprawdopodobniej nie przeżyje tej operacji. - powiedziała zimno kobieta. - To krwiak mózgu. Mocno się wykrwawiła i jest strasznie słaba. Robimy co w nasze mocy, ale szanse są znikome.
        Nie! Nie, to nie prawda! To nie może się tak skończyć. Pielęgniarka zniknęła za białymi drzwiami, a ja spojrzałam na chłopaków i Pati. Na policzku dziewczyny zauważyłam łzę, do której szybko dołączyły kolejne. Piotrek przytulił ją do siebie i tak jak na twarzach reszty chłopaków pojawił się smutek. Bartek starał się zachować pokerową twarz, ale widać było, że był załamany wiadomością. A ja? Stałam, nie mogąc wykonać najmniejszego ruchu. To co usłyszałam sparaliżowało mnie do reszty. Dlaczego?.. Dlaczego mnie to ciągle spotyka? Dlaczego tracę osoby, na które mi zależy? Czy to nie może się w końcu skończyć? Czy nie dość już w życiu wycierpiałam? Kiedy myślałam, że już wszystko się ułoży, że będzie w końcu dobrze. Gdy w końcu znalazłam prawdziwe przyjaciółki oraz spełniłam swoje marzenie, wszystko musiało runąć...
        Mimo, że zawsze staram się nie ukazywać swojej słabości, nie byłam w stanie powstrzymać łez, które próbowały wypłynąć. Dlatego cichutko ruszyłam do klatki schodowej, a dalej biegiem skierowałam się do wyjścia. Pustka na schodach, pustka w poczekalni, pustka na dworze i w moim sercu. Tylko oczy z każdą chwilą wypełniały się gorzkimi kropelkami łez.
        Na dworze panował mrok, mimo świecących wkoło latarni. Chmury opadły ku ziemi tworząc gęstą mgiełkę. Mroźny powiew wiatru tańczył z listkami pod niebem, by w chwilę później wlecieć w moje włosy i ukołysać falbanki. Potrzebowałam teraz chwili ciszy. Miejsca, w którym będę mogła się w spokoju wypłakać, a czas nie będzie istniał. Rozejrzałam się szukając miejsca, w którym będę mogła się zaszyć i nikt tam mnie nie znajdzie. Idealnym miejscem zdawał się dach szpitala. Niby, kto by pomyślał, żeby mnie tam szukać? A nawet jeśli, to wokół znajduje się wiele niższych budynków, na które z łatwością można przeskoczyć.
        Kiedy wspięłam się zaledwie na daszek pod którym stały zaparkowane ambulanse, usłyszałam głos Fabiana wołającego mnie. W jego głosie słyszałam błagalną nutę i zmartwienie. Ciekawe czemu poszedł mnie szukać? Przecież nie dlatego, że się o mnie martwi. To niedorzeczny pomysł! My się ledwo znosimy, a on miał by się o mnie martwić? Jaka ja jestem czasem głupiutka. Na pewno Pati zobaczyła moje zniknięcie i poprosiła Fabiana o odnalezienie mnie. Tak! To już bardziej prawdopodobne.
        Kiedy chłopak zniknął za zakrętem, ponowiłam moją wspinaczkę. Z lekkim trudem wspięłam się na szczyt budynku. Dawniej zajęłoby mi to znacznie mniej czasu, ale brak treningów dawał się porządnie we znaki. Usiadłam na zimnej barierce i zakryłam oczy dłońmi, spod których uciekały krople łez. W sumie nie krople, a cały strumyk, cały wodospad łez. Myślałam, że zaczynając studia, moje życie zacznie zmieniać się na lepsze. Że z moich oczy nie wypłynie już żadna smutna kropelka. Najwyraźniej myliłam się. Pech najwyraźniej był tylko uśpiony, by teraz znów rujnować życie mi i osobom na którym mi zależy. Domi proszę Cię, nie opuszczaj nas. Proszę...
        Czas dłużył się w nieskończoność. Każda łza zdawała się spływać godzinami, choć tak naprawdę zajęło jej to kilka sekund. Czas mijał, a wraz z nim kończył się mój zapał łez, a serce wracało do dawnego rytmu. Wyciągnęłam komórkę z kieszeni chcąc zobaczyć godzinę, zauważyłam masę nieodebranych połączeń i kilka esemesów. Ale zanim sprawdziłam od kogo one są zadzwonił Bart. Ledwo odebrałam zaraz chłopak zaczął nawijać jak najęty.
- Melka, kamień spadła mi z serca, że w końcu odebrałaś. Bałem się, że coś Ci się złego stało. Gdzie jesteś, bo przeszukałem każdy zakamarek uniwerku i nigdzie Cię nie znalazłem. Zresztą po Twoich przyjaciółkach i członkach zespołu też ani widu, ani słychu. Za chwile zacznie się konkurs na najlepszy kostium i...
- Nie w głowie mi ten durny konkurs!!! - krzyknęłam, jednocześnie stając na barierce.
- Ale przecież tak bardzo Ci na nim wcześniej zależało?
- Zależało, ale teraz już nie! Teraz mi zależy by Domi przeżyła.
- C-co?
- Domi została potrącona przez samochód i teraz leży w szpitalu z krwiakiem mózgu. Dają jej małe szanse przeżycia.
- Mela, ja.. Zaraz przyjadę.
- Nie! Chcę zostać sama. Wszystko na spokojnie przemyśleć. Poza tym nie wiem jak długo tu będę siedzieć, a ty musisz iść jutro do pracy. Lepiej się wyśpij.
- A ty masz jutro zajęcia i...
- Najwyżej pójdę odrobię w inny dzień, no trudno się mówi.
- Ech. Jesteś przekonana? 
- Tak Papa.
- Trzymaj się i nie rób niczego głupiego.
- Będę pamiętać Bartuś - po czym się rozłączyłam. Spojrzałam w niebo. W chmury przez które próbuje się przebić srebrny księżyc. Zimny przeszywający wiatr zmusił mnie od powrotu do ciepłego miejsca. Spojrzałam w dół i już chciałam wrócić, gdy...


-----------
Lejdis and dżentelmen! Chociaż właściwie same "Lajdis" :P
Zdaję sobie sprawę jak bardzo pragniecie mnie teraz zabić :D  pociachać ^.^ i nasłać smoczki, Aszlanki i bóg wie co jeszcze ;) Za ucięcie w takim momencie, ale cóż przez ostatni tydzień głowa mnie delikatnie mówiąc napier***elała i wyszło jak wyszło :( Więc liczę na wyrozumiałość i daję wam takie moje wypociny literackie -,-'

IDEAŁ

Świat nigdy nie będzie idealny,
Bo zawsze znajdą się osoby które zechcą zniszczyć dobro.
Twój partner nigdy nie będzie idealny,
Ponieważ każdy ma wady nie ważne z jakiego narodził się domu.

Ty nigdy nie będziesz idealna,
Choćbyś  intensywnie nad sobą pracowała zawsze znajdzie się jakieś "ale"
A Twoje życie nigdy nie będzie idealne,
Bo każda róża ma w sobie wiele kolcy, którymi potrafi boleśnie ranić.

Ale do ideału zawsze można się przybliżyć.
Można chwycić ster swojego życia i płynąć za nimi.
Lecz pamiętaj że ścieżki naszego życia nigdy nas tam nie zaprowadzą,
Bo ideały to tak naprawdę tylko nasze urojenia.

Ideałów nie znajdziemy choćby na końcu świata,
Ale podróżując na koniec świata...
Stajemy się doskonalszymi wersjami samych siebie.
Stajemy się lepsi niż ludzie nie ruszający się sprzed telewizora.









Czekajcie...


Serio myśleliście, że to koniec? :D
Tak?  Oooo jak mi smutno ;p zawiodłam wasze oczekiwania xD Ach ja niedobra xD Kara mi się należy :P Haha haha. Moja taka zła WOW, moja taka niedobra WOW Już dobra nie przedłużam mocniej (ale jakbym chciała to mym mogła tylko ze mnie leń) i zapraszam :D
-------------------

Spojrzałam w dół i już chciałam wrócić, gdy na mojej tali zacisnęły się wielki ręce w ogromnych rękawicach.
- Ratun... mhnm - tyle zdążyłam z siebie wydusić zanim moje usta zostały zakryte. Wierciłam się jak mogłam, ale nie byłam w stanie wydostać się z uścisku. Żelazny uścisk nie zwalniał się ani o milimetr, a ja czułam upływ siły. Dopiero wtedy usłyszałam głos trzymającej mnie osoby. Ta barwa głosu. Czy to jest..? Przestałam się szamotać i podniosłam głowę w górę.
- Fabian?- na co chłopak zwolnił uścisk i uśmiechnął się delikatnie. - Nie wiesz jak mnie przestraszyłeś - mówiłam opierając się o klatkę piersiową chłopaka.
- Przepraszam, ale musiałem Cię powstrzymać przed rzuceniem się z dachu.
- Czekaj, co? - odwróciłam się do Fabiana przodem robiąc zdezorientowaną miną.
- Wiem, że z Domi jest ciężko, ale to nie oznacza, że musisz od razu się zabić. Jest cień szansy, że może wyzdrowieć. A po twojej śmierci inni też będą zasmuceni i...
- Nie wierze, że myślałeś, że chcę skoczyć. Ja po prostu spoglądałam jak łatwo można zejść z budynku.
- Już wierzę w tę twoją historyjkę - rzekł sarkastycznie zakładając ręce
- A niby jak miałam wejść? - w odpowiedzi chłopak wskazał mi wielkie drzwi za sobą. Tu są drzwi? -...Przechodzenie dziwami jest zbyt majestatyczne.- Nie, to NIE jest desperacka próba odwrócenia uwagi od tego, mojej głupoty.
- Kobiety, co byś nie zrobił i tak tych istot nie zrozumiesz - rzekł teatralnie chłopak, co wywołało u mnie napad śmiechu. Chmury w ułamku sekundy pochłonęły księżyc, a chłodniejszy podmuch kulał po ścianach budynków, dachach i brukowych chodnikach. Niska temperatura przy cienkiej sukience [tej samej co na Bal] wywołała u mnie dreszcze. Fabian to zauważył i otoczył mnie ciepłym ramieniem.
- Chodźmy już, bo nie chcę, byś się rozchorowała - nic nie odpowiedziałam tylko ruszyłam z chłopakiem. Dopiero przed drzwiami zapytałam się.
- Od kiedy to ty się tak o mnie martwisz? - chłopak spojrzał na mnie ciepło swoimi błękitnymi oczyma
- Od chwili kiedy Cie ujrzałem.Od chwili kiedy zrozumiałem jaka jesteś dla mnie ważna. Bez Ciebie każdy dzień byłby znacznie gorszy. Każda chwila z Tobą jest wyjątkowa jak najjaśniejsza gwiazda na niebie. Jak na milion zwykłych polnych kwiatów zakwita tylko jedna jedyna róża. A tą różą jesteś ty. Gdyby nie ty... to... nie miałbym kogo drażnić.
- Mógłbyś znaleźć kogoś innego do torturowania.
- Mógłbym, ale wybrałem Ciebie.

8 komentarzy:

  1. Aż nie wiem co powiedzieć...
    Chodzi mi szczególnie o końcówkę i chociaż już ją czytałam (hihi ^^), to jestem pod wrażeniem :D
    Wyjątkowo udany rozdział, cieszę się, że mogłam go dziś przeczytać i dziękuję <3
    Fabian taki wspaniały... Cieszę się, że to na niego postawiłam :) Tylko wciąż się głowię co z Bartkiem...
    Co do woersza - moją opinię znasz: fantastyczny :)
    A ten rozdział był jak dla mnie genialny, ponieważ pięknie został napisany. Wiele pięknych epitetów i metafor w opowiadaniu nadało tekstowi poetyckiego brzmienie... A mnie się to ogromnie podoba :D
    Oby niedługo wyjaśniło się co z Domi. Oby bie umarła. Ale przecież tego nie zrobicie :) ... Chyba...
    Weny życzę i z niecierpliwością oczekuję nexta :]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to czytałaś końcówkę? ^^ Przecież ja Ci ŻADNEGO spojlera NIE DAŁAM ^^
      Co to tej "tajemnicy Bartusia" to w tym rozdziale jest pewna "poszlaka" która może Ci dużo pomóc w zagadce :P Tak, tak wiem i tak nie zgadniesz, ale lubię ludzi drażnić i ciągać za nosek :P
      Dziękuje ^^ Co do "woersza" (zajebista nazwa :) to ma on być po pierwsze rodzajem przekazu, a nie zwykłym sklejeniem słów. Wiersze mają nam wskazać właściwą ścieżkę do szczęścia :) Wiersz nie ma się tylko rymować i być tak dla zabawy. On ma dać ludziom do myślenia co robią źle a co dobrze, co powinni w życiu zmienić, a o czym zapomnieć najlepiej na wieki. Wiersze to zaszyfrowane klucze do szczęścia, a szyframi do nich są nasze umysły. Bez przekazu wiersz jest jak pączek bez nadzienia, niby jest, oko cieszy, ale mimo to jest pusty. Nie ma tej najważniejszej części słodkości. Jest jak torcik bez wisienki, jak urodziny bez jubilata, jak drukarka bez papieru, jak człowiek bez duszy i serca...
      Pisanie epitetów, przenośni i porównań to niemal moje hobby :P Wciskam je wszędzie jak niektórzy ludzie swoje nosy w cudze sprawy :P
      Co do Domi powiem tyle bo więcej mi zdradzić nie wolno. "Czasem trzeba wszystko stracić, by wszystko odzyskać." "Każdy popełnia w życiu błędy których nie można już naprawić czasami pozostaje tylko mały krok dla człowieka i wielki krok dla duszy, by uwalniając się z jednego ciała móc się odrodzić i zacząć od początku."
      Gorąco dziękuje ^^ postaramy się częściej dodawać ale wiadomo jak to z bywa mając szkołę i setki obowiązków :(

      Usuń
  2. Rozdział zajedwabisty XD
    Bardzo mi się podobał, bardzo a to bardzo. Szczególnie kocówka, chociaż ostatnio jak czytam takie sceny to mam ochotę rzygać tęczą xD Po prostu wszędzie widzę takie szczęśliwe pary, to tego dochodzą opowiadania tylko ja taka sama -.- A, dupa z tym! Życie singielki zajebiste, tyle powiem xDDD
    Piękny wiersz, zaje piszesz ;*** To ci trzeba przyznać. Nie dość, że piszesz super opowiadania to jeszcze wiersze -.- Dlaczego ja tak nie umiem? TT.TT
    Jeszcze raz powtórzę że super i czekam na next ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba będziemy razem rzygać tęńczą bo w mojej szkole też pełno amorków lata i strzał nie szczędzi, ale mnie nie widzi ten amorek xd Ale życie singiela też jest kolorowe wiem na własnym przykładzie i nie ma co narzekać ;p Przecież jak ma być miłość to pierwsza i prawdziwa z księciem na koniu ;p
      Jak tak dalej będziecie mnie obsypywać komplementami to się zarumienię, chociaż ja raczej spalę buraka xD Co do wiersza koleżanka chce go dać do gazetki szkolnej :P Tylko nie wiem czy ze względu na niektóre osoby z klasy boję się podpisać imieniem i nazwiskiem xd Chociaż jakby to moja polonistka przeczytała to by było ciekawie ;p
      Dziękuje za miłe słowa ^.^

      Usuń
  3. Matko Afra rozdział... nie po prostu słów mi brakuje. Naprawdę cudowny TY MASZ PRAWDZIWY TALENT!!!!!!!!!!!!


    A ta końcówka... NIEZIEMSKA!!!! KAŻDA BLOGERKA CHCIAŁA BY MIEĆ TAKĄ WYOBRAŹNIĘ!!!! Napisałaś to tak romantycznie, dlaczego na końcu nie wstawiłaś, że się pocałowali. Byłoby tak pięknie, ale i tak jest

    Już wiem do kogo mam się zwrócić o pomoc przy pewnym fragmencie, którego nie mogę skończyć, ale do niego jeszcze trochę czasu.



    Wiersz naprawdę cudowny, warto było czekać żeby przeczytać coś takiego i bardzo chcę prosić o pozwolenie wstawienia go na mój blog i profil na sf. Ty tak pięknie piszesz, ale moim zdaniem umieściłaś go w niewłaściwym miejscu.



    To wszystko wyszło ci naprawdę cudownie, muszę się przyznać, że jak czytałam to się prawie rozpłakałam i do tego jeszcze takiej smutaśnej muzyki słuchałam i takie połączenie nie daje nic dobrego. Mówiąc o smutku mam nadzieję, że Domi przeżyje, a te słówko które wcisnęłaś na koniec odpowiedzi na koma Agi wcale mnie niestety nie przekonuje, ale znowuż Clara obiecała, że jej nie zostawi.



    I muszę się jeszcze czymś pochwalić, bo jak mogła bym inaczej.
    Czyli tak... ja już od dawna wiedziałam, że jeśli chodzi o Melkę to Fabian się w niej kocha, a co lepsze sama Afra mi o tym powiedziała, oczywiście nie obyło się bez podstępu.



    Sorcia za te serduszka, ale w takich sytuacjach to mój znak rozpoznawczy.
    Sorcia też, że się tak rozpisałam.
    Życzę wenki, pomysłów, czasu i chęci do pisania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jaki jest kolejny poziom zarumienienia po spaleniu buraka xd Bo właśnie go osiągnęłam xD
      Zezwalam na kopiowanie tylko jeśli pojawi się autor :P Trzeba się promować :P
      Nie przekonują? A szkoda tak się starałam xD
      Ech nie ma się co chwalić :P Jakbyś widziała ile ja spojlerów rozdałam xD Sama Aga wie najlepiej :P W sumie Giglio też ma się czym pochwalić :P Jeden spojler. Co to jest? Tyle co nic :P Haha
      Nie masz za co przepraszać :D Rozpisuj się ile chcesz ^.^
      Dziękuje SERdeCzniE :P

      Usuń
  4. No żesz kurde mol, blogspot robi mi dzisiaj na złość. Chcę poodwiedzać bloki ludków, którzy tak ładnie po komentowali moje wypociny i co blog to mi kasuje treść >w<'! Chciałam bardzo podziękować za miłe słowa jakie u mnie zostawiłaś i poinformować również, że wracam do pisania. Tobie jak widzę zastój twórczy nie grozi 8D. Postaram się nadrobić rozdziały aby wiedzieć o co chodzi i oczywiście dołączam do obserwujących~!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi powitać nową czytelniczkę ^.^ Cieszę się, że wracasz do świata pisarek :3
      Za dużo pomysłów mi po głowie szybuje by choćby pomyśleć o przerwaniu :P Ja bym nie przeżyła przerwania bloga, zarówno psychicznie jak i fizycznie (czyt. pogrożą mi Aszlanem i z uśmiechem na ustach wezmę się za pisanie ;)

      Usuń